sacrumetprofanum blog

Twój nowy blog

całkowicie wchłaniam abstrakcyjne
nadużycia powstrzymuję się od przyspieszania wstępu zabronionego
akceptuję wypadki przy akompaniamentach akordeonu i twojego
towarzystwa. potwierdzam i zmartwiam. urodzisz przybiegniesz
przyzwyczaisz uzależnisz a na koniec rozedrzesz spódnicę. a ja
wykonam czyn podejmę działanie dam ci zaliczkę na wiadomości nie
zawsze zaadresowane. w dziurze otworze gębowym przylepię ci
akumulator by kwas i stal męczyły czule moich przeciwników.

czas zatacza krąg i wpycha mnie do punktu wyjścia. nie opieram się. 

płakałem dziś bo dziadek nie złożył mi życzeń urodzinowych. nie chciałem ruszyć ciała bo nie miałem po co. telefon i tak nie dzwoni. nie ogolę się nie ubiorę nie zjem. potrzebuję powodu.

blask twoich oczu powoduje że moje eksperymenty wywołują prócz przewidzianych efektów również wyrzuty sumienia. piszczysz w zasięgu mojej jurysdykcji. bolą plecy język parzą opuszki palców rosną paznokcie włosy i kurze łapki. rozbierz mnie ale nie wzrokiem a własnymi rękami. szlachetność popłaca jedynie w wybornym towarzystwie a przy wyborowej lepiej nie grymasić. zmiękcza mnie to czasem do tego stopnia że się nie odnajduję ani w twoich westchnieniach ani w szklance na dnie. w sobotę znów się nie stoczę.  

był czas gdy moje przybycie

wzbudzało poruszenie

wśród niedorobionych księżniczek

teraz zostałem wyrzucony

w niepamięć

mój rytm wyznaczała

czarna szmata

twoje zmiany

i godzina zamknięcia lokalu.

może i nawet się w tobie kochałem

na pewno tam bywałem

wielbiłem siebie za ciebie.

później upajałem się już nie tylkowódką

ale również innymi

kalecząc wszystko

co mnie podniecało.

byłem prawdziwym pawiem

błyszczałem.

ponoć wieprzy

się nie pieprzy. nie dowierzałem.

nieświadomie stałem się ikarem.

dziczałem

gorzkniałem

kwaśniałem

następnie wracałem i rozkwitałem.

nigdy mi tego nie wybaczaj.

zaszczać zaszczekać zawiesić zabić. głodny jestem odpoczynku i prostego snu. z alkomajaków wyciagam raz po raz włosy bezsensownie wyrastające. osoby z wyższym wykształceniem wzrostem wysokim i niebieskimi oczami nie powinny się tak zachowywać powinny przykładnie wypełniac nakazy moralne zgodne rzecz jasna z pryncypuim prawodawstwa powszechnego. jestem skanem marazmu. bladym. a moja skóra prześwituje uwidaczniając pajęczynę szczyn. optymizmem więc Cie dziś nie zatruję.

będę potępiony to już pewne. spadnie na mnie cierń pański, bicz płomienny oraz korbacz proroków. inny czas i inne miejsce i inaczej by to wyglądało. tego jestem pewien. przede wszystkim nazywając Cię używałbym innych zaimków dzierżawczych. nie mam pomysłu więc może napiszę Ci list.

Prosiaczek poczuł się bardzo nieszczęśliwy i sam nie wiedział, co powiedzieć. Raz po raz otwierał ryjek, żeby coś powiedzieć, a wreszcie pomyślał sobie, że to i tak nie zda się na nic.*

mam pewne dwa miłe wspomnienia.

zwęszyłem w Twojej sprawie trop który bardzo długo mnie nie opuszczał. stosunkowo niedawno pojąłem sens dotarwszy uprzednio do prawdy. będę potępiony.

*A.A. Milne, Kubuś Puchatek

mole mojej podświadomości wygryzają fantazyjną koronkę na której zderzają się nasze wyobrażenia o łączącym nas stosunku. nie przestaną póki nie będę miał już nic do powiedzenia. taką właśnie obrałem drogę. zmiotę cały ten syf a w wygietym uśmiechu i kręgosłupie zamaskuję grymas bólu. jesteś motylem wagi ciężkiej tanią podróbką a ja kęsem kością co w gardle ci stanie. zobaczysz nadjedzie mój czas jednodniowy cezarze.

nie jesteś odpowiedzią na zadane pytania.

przed tobą zakochałem się przypadkiem dawno temu dziś tęsknię za twoim usmiechem mimo iż znamy się tylko z widzenia i tych spojrzeń rzuconych gdzień w hotelowym korytarzu przez krótką chwilę. upiłem się tobą a zwaliłem na wódkę. i ostatniej nocy o tobie myslałem. nieprawda że tak miało być.

leci mi krew z nosa. zgwałcę cię delikatnie jako że nie mam dziś nastroju na tępe pchnięcia. widzę ją cały czas. wino się skończyło a woda ma kolor różowej ściany. mam krew na rękach i drugi podbródek. ale nie z tego wynika moja agresja.

zgubiłem gdzieś gwarancję na szczęście. noszę ze sobą śmieci które wcale nic mi nie przypominają. wymyślam więc dla nich historię nie wiedzieć jednak czemu. w kulminacyjnej scenie pozostawię ci możliwość wyboru. poeksperymentuję. i tak jestem tym który gasi światło. uprzedzam więc że będzie bolało.

nie jestem w stanie sprostać swojej roli. zwyczajnie. tłoczący się tłuszcz wypycha ze mnie rozkosz. coraz mniej mam wspólnego z dziczyzną.

wcale nie kocham rzewnych popołudni utopionych na dnie wódki. wolę wino.

przyjdziesz jeśli cię zaproszę? bo już niedługo nie będzie mi zwyczajnie wypadało.

usta je moje z wyraźnym smakiem.


  • RSS